wtorek, 8 grudnia 2015

Zielona Weranda, miejsce w którym poczujesz się jak w domu.

     

Na wstępie, nikt nas tam nie zapraszał, nikt nam za to nie zapłacił, po prostu byliśmy głodni i chcieliśmy zjeść dobre śniadanie gdzieś poza domem. Chęć zweryfikowania opinii znajomych na temat Zielonej Werandy, zachęciła nas do odwiedzenia tego miejsca. Z perspektywy czasu można powiedzieć że była to najlepsza decyzja jaką mogliśmy wtedy podjąć, ale o tym już w dalszej części.

Jako mężczyzna na pewno nie zwrócę uwagi na tyle rzeczy co moja wspaniała partnerka, ale mimo to opisze wszystkie rzeczy które jakoś zapisały się w mojej pamięci. Idąc do Werandy spodziewałem się miejsca które będzie mekką dla "hipsterów",dlatego miłym zaskoczeniem dla mnie było to iż moje wyobrażenie było błędne. Mógłbym opisać tutaj wystój, który jest naprawdę przecudowny, ale myślę że Patrycja u siebie napisze już o tym wystarczająco dużo.

   

Przejdźmy do konkretów:
Chcąc zjeść porządne śniadanie, zamówiłem czarną kawę oraz jajka zapiekane w kokilkach z kozim serem tymiankiem i suszonymi pomidorami, podane z bekonem i tostami z masłem.

      

Na samo jedzenie nie czekałem długo, za co duży plus, w końcu nikt nie lubi czekać za jedzeniem. Kiedy miałem już przed sobą swoje śniadanie doszedłem do wniosku iż wszytko tutaj idealnie pasuje do siebie, 2 kokilki stojące na drewnianej desce w akompaniamencie rukoli, roszponki oraz szczypiorku. 

      

O gustach się nie dyskutuje, ale mi sposób podania bardzo się podoba, co za tym idzie, duży plus za ten aspekt. Jednak jak wszyscy wiemy, człowiek nie je tylko oczami, więc czas na zaspokojenie porannego głodu. Otwarcie powiem, nie lubię sera koziego, ale zamówiłem to danie ze względu na to że jest tam wszytko inne co wprost uwielbiam. Trochę obawiałem się że może to zepsuć smak całości ale na szczęście osoby gotujące w Werandzie stworzyły coś, dzięki czemu ser kozi nie był dla mnie straszny, co więcej, zjadłem wszytko bez zająknięcia, delektując się każdym kęsem. Nie był bym sobą nie wspominając o kawie, która była mocna i aromatyczna, czyli taka jaką naprawdę lubię.

    

Nie można jeść deseru po śniadaniu? A kto to powiedział?! Tutaj ponownie ludzie z Werandy wiedzieli co lubię, ponieważ w karcie znalazłem moją ukochaną szarlotkę na ciepło z lodami i bitą śmietaną. I tutaj ponownie po otrzymaniu dania dostałem perfekcyjnie podany deser. Dodając na marginesie, kawałek mojej szarlotki był naprawdę duży, jedząc desery w innych miejscach dostaje zawsze mniej więcej połowę tego co otrzymałem w Werandzie, i ta to bardzo duży plus! Mógłbym tutaj opisywać moje przeżycia wewnętrzne w związku z jedzeniem tej szarlotki ale skwituje to tylko jednym zdaniem: Szarlotka rozpływała się w moich ustach i była po prostu idealna.
Podsumowując:
Wystrój wnętrza: +
Podanie mojego śniadania: +
Czas oczekiwania za jedzeniem: +
Smak mojego śniadania: +
Przekonanie mnie do koziego sera: +
Deser: Mega +
Miła obsługa:+
Weranda przystosowana jest dla małych gości, mam tu na myśli, specjalne krzesełka i przewijak dla milusińskich: +
W Werandzie mamy również możliwość zakupienia "domowych" przetworów: +
Jedyne czego mi zabrakło to serwetki przy naszym stole: Malutki -

Tak więc w moim ostatecznym przeliczeniu mamy 9 do 1, a tak naprawdę to 9 do 0 (serwetki jak dla mnie to niuans)

Czas na Papryczkę! 

Wchodzisz i już wiesz. To własnie tutaj chcesz zostać i zjeść swoje śniadanie.

Na wejściu wita Cię wspaniała i delikatna muzyka +10 punktów za alternatywną wersję Highway to Hell!
Klimat tego miejsca przypomina mi czas, który spędziłam u swojej babci w kuchni patrząc co pysznego gotuje.
Wystrój, świeże kwiaty, świeczki to zdecydowanie coś co kupiło mnie od razu. Vintage stoły, każde krzesło z innego parafii. Jako estetka mogę śmiało powiedzieć, że każdy nacieszy tam swoje oko.

      

Nie przyszłam tam tylko chłonąć niczym gąbka klimat, głównym celem oczywiście było śniadanie. Człowiek głodny to człowiek zły a ja w szczególności.

Buum, karta na stół, czyli let the game begin. Najtrudniejszy moment nadszedł. 
Oczywiście chciałabym zjeść wszystko ale mój żołądek i portfel by mi na to nie pozwoliły. W karcie wszystko to na co ma ochotę głodny człowiek.

       


Po bardzo długim procesie wybierania, wybrałam grillowaną bagietkę z mozarellą, szynką włoską i plastrami pomidora. Banalne prawda? W smaku jednak- NIEZIEMSKIE! Jeśli macie na coś ochotę, ale nie wiecie na co, zdecydowanie polecam zamówić sobie taką bagietkę. Do tego gorąca czekolada, świeżo wyciskany sok z pomarańczy i najedzenie gwarantowane.

       

Zielona Weranda to miejsce, do którego możesz zabrać towarzysza/ towarzyszkę życia, mamę& tatę, czy też dziadków. Jest to ciepłe przyjazne i rodzinne miejsce. Żałuję, że dopiero teraz odkryliśmy to miejsce! Każdego z Was zachęcamy do wizyty w tym magicznym miejscu.

       

P.S.
Jako ogromna fanka sernika z czystym sercem polecam zamówić to właśnie ciasto. Porcja jest OGROMNA! A może właśnie taka powinna być? :) 

Śledź Nas na:





2 komentarze:

  1. Wystrój bardzo zachęcający, a i jedzonko apetyczne :)
    PS uwielbiam brody, a szczególnie moją osobistą - czyli brodę mojego wikinga :)

    OdpowiedzUsuń